Egipt Marsa Alam, Savage i Sharm el Sheikh

Hilton w Marsa Alam 2023, Sylwester 2024 w Imperial Safaga i 2025 Jaz Mirabel

Dzień 7: Ostatnie promienie egipskiego słońca, pożegnanie z Soma Bay i powrót do zimowej Polski Wszystko, co dobre, szybko się kończy – nadszedł siódmy, a zarazem ostatni dzień naszych wakacji w Imperial Shams Abu Soma Resort. Choć w głowie powoli trzeba było przestawiać się na tryb powrotny, postanowiliśmy wycisnąć te ostatnie godziny w Safadze jak cytrynę i naładować wewnętrzne baterie słoneczne do pełna. Intensywne łapanie słońca na zapas Po spakowaniu większości rzeczy do walizek i szybkim wymeldowaniu, zameldowaliśmy się na naszej ulubionej plaży. Plan na to przedpołudnie był prosty: absolutny brak ruchu i maksymalny relaks. Pogoda, jakby na pożegnanie, była po prostu idealna. Ciepły wiatr od zatoki Soma Bay, bezchmurne niebo i szum fal – staraliśmy się zapamiętać każdy ten szczegół. Wiedząc, co czeka nas po powrocie do kraju, leżeliśmy na leżakach z filtrem UV, starając się „złapać” każdą możliwą minutę egipskiego ciepła. Ostatnia kąpiel w krystalicznym Morzu Czerwonym miała w sobie odrobinę nostalgii. Ta woda i piaszczyste, łagodne zejście przy hotelu naprawdę skradły nasze serca podczas tego wyjazdu. Ostatni obiad i pożegnanie z Imperial Shams Przed samym przyjazdem autokaru transferowego zjedliśmy ostatni, spokojny obiad w hotelowej restauracji, rzuciliśmy okiem na baseny i zielony ogród, który przez ten tydzień był naszym domem, i nadszedł czas na opuszczenie resortu. Droga na lotnisko w Hurghadzie minęła nam na przeglądaniu setek zdjęć i nagrań z całego tygodnia – od leniwych poranków z wielbłądami, przez sylwestrowe szaleństwa, aż po nasze spontaniczne wyprawy do Safagi i Hurghady. Zderzenie z rzeczywistością, czyli powrót do zimnej Polski Lot powrotny minął sprawnie, ale prawdziwe zderzenie z rzeczywistością nastąpiło tuż po opuszczeniu pokładu samolotu w Polsce. Wyjście z rękawa lotniskowego i natychmiastowy kontakt z mroźnym, zimowym powietrzem oraz ciemnym, polskim niebem przypomniały nam, że styczeń w Europie rządzi się zupełnie innymi prawami niż w słonecznym Egipcie. Kurtki puchowe, czapki i szaliki, które przez tydzień leżały na dnie walizek, błyskawicznie wróciły na swoje miejsce. Mimo że powrót do niskich temperatur nigdy nie jest łatwy, wróciliśmy z ogromnym zapasem energii, piękną opalenizną i masą genialnych wspomnień. Imperial Shams Abu Soma w Safadze okazał się świetnym wyborem na zimowy ucieczkę od szarej codzienności.